wizji bohatera, ale prawda jest taka, że Rick Bentz to kawał drania. Wypalony glina, do tego

poszła do kuchni.
Alex pomógł jej zało¿yc płaszcz, podczas gdy Phil
Marla rozchyliła nogi, pozwalajac mu sie dotykac, piescic,
rozprostowała palce. Chciała sie od niego odsunac, ale jego
Pomyslała o Charlesie Biggsie, człowieku, którego nie znała, a
gabinetu.
starych pijaków, ale plotka, która zainspirowała większość rozmów, wciąż robiła mu zamęt w głowie. Chodziło o
Walt mruczał pod nosem, zapisujac podane przez Nicka
niewiescie serce. - Skonczyła go przewijac, kiedy do pokoju
95
Mała twarzyczka poczerwieniała z wysiłku. Krzyczał, ile tchu
- To dobrze.
do mojego wozu. Zaparkowałem go po drugiej stronie ogrodzenia, pół kilometra stąd.
same pytania. Dlaczego ja? Dlaczego własnie mnie nie kocha
unitedfinances offer this time payday loans online no credit check today from legit lender

No, to do roboty! Wziął ze sobą swoje wytrychy, zamek był na sprężynę i nie stanowił wielkiego wyzwania dla kogoś, kto w dzieciństwie pobierał nauki na ulicy. Otwieranie zamków, uruchamianie samochodów przez zwarcie kabli, wchodzenie i wychodzenie niepostrzeżenie z domu - miał to w małym palcu. Raz omal nie wpadł. Kiedy o wszystkim

sukinkotem Smithem i Shelby Cole. Lucy była jedyną przyjaciółką w mieście, na którą mógł liczyć. Wszyscy inni
ją brutalnie i manipulował jej życiem, odkąd tylko sięgała pamięcią.
brutalny, co rozpaczliwy. Głodny. Namietny. Zapierajacy dech
playstation 5

łó¿ka uniosła sie troche. Marla zobaczyła pokój. Był niewielki,

słuchać. Kroki. Spojrzała na schody i w tej chwili otworzyły się drzwi.
szklanki.
– Posłuchaj, jeśli musisz, to jedź. Dojdź do tego. Bo sam wiesz, że starałam się być
szkolenie IOD

chrzescijanin. Zawsze spieszy z pomoca potrzebujacym -

– Załatwione. – Hayes wstał i poprawił krawat. – Ale musisz zidentyfikować kobietę,
na patrzenie na własną powolną śmierć. Rozdział 1 Ból rozsadzał jej głowę. Jakby tysiąc koni tratowało mózg. Miała opuchnięty język i nieprzyjemny posmak w ustach. Było coś jeszcze... coś niedobrego, jakieś uczucie przymusu, które przykuło ją do łóżka. Serce biło jak oszalałe, ciało spływało potem, do świadomości docierały niewyraźne obrazy ze snu... Josh... idący kamienną ścieżką w kierunku domu. Szła, krusząc suche liście. Wiatr grzechotał gałęziami dębów i bujał girlandami hiszpańskiego mchu. Gdzieś w pobliżu zaszczekał pies, w powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego. Nie powinno cię tu być. Idź stąd, uciekaj! W górę, schodami wiodącymi do murowanego domu, który kiedyś był jej domem. Przez uchylone drzwi strużka światła rozlała się na ganek. Niczym zaproszenie pośród tej ciemnej, parnej nocy. Nie rób tego. Nie wchodź do środka! Caitlyn otworzyła nieco jedno oko. Strasznie chciało jej się pić... wszystko ją bolało. Za dużo alkoholu... Zdecydowanie za dużo. Leżała w swojej sypialni. Pod sufitem obracał się wentylator, a przez firanki przedzierał się świt. Obrazy poprzedniej nocy były niewyraźne, chaotyczne. Wyszła, żeby spotkać się z siostrą... tak, tak, musiała wyjść, żeby się uspokoić. Wczoraj były urodziny Jamie. Dziwne, zdawało jej się, że słyszy fałszujący śpiew gromadki dzieci. Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam... Poczuła ukłucie w sercu. Jej córeczka miałaby teraz pięć lat. Gdyby żyła. Serce jej się ścisnęło, znów zamknęła oczy. Jamie. Kochane, kochane dziecko. Odeszła, gdy miała zaledwie trzy lata - maleństwo o twarzy cherubinka. O Boże, Caitlyn tak bardzo tęskniła za swoim dzieckiem. Tak bardzo, że czasami wydawało jej się, że nie potrafi dalej żyć. Teraz, leżąc w łóżku, wróciwszy do rzeczywistości, poczuła znajomy ból po stracie; głęboki, raniący duszę. To twoja wina, Caitlyn. Gdybyś była lepszą matką, nigdy by do tego nie doszło. W głowie huczały jej oskarżenia Josha; złe, toksyczne słowa budzące w niej wyrzuty sumienia. Gdyby niczego nie zaniedbała, gdyby bardziej się postarała, może uratowałaby córkę. Nawet o tym nie myśl. Nie słuchaj go, na litość boską. Nie wierz w to, co mówi! Pamiętaj, zrobiłaś wszystko, żeby ją uratować. Powoli wypuściła powietrze i znów wzięła głęboki wdech, pamiętając, co doktor Wade mówiła o uwalnianiu negatywnej energii, odnajdywaniu siebie i nowego celu w życiu. Stopniowo rozpacz ustępowała, pozostały tylko żal i potworny ból głowy. O matko, ból rozsadzał czaszkę. Rzeczywiście musiała za dużo wypić. Kolejny obraz przemknął jej przed oczami. Josh w swoim gabinecie. Leżał rozciągnięty na biurku, z głową przekrzywioną w stronę drzwi. Z nadgarstków płynęła krew, plamiąc dywan. Otwarte usta, blada skóra, oczy nieruchomo wpatrzone w nią. Nagle usiadła na łóżku. Boże, co to za sen? Serce waliło jej w piersi. Obrazy z sennego koszmaru przesuwały się i znikały. - O Boże, Boże, Boże! Spokojnie, Caitlyn. Oddychaj głęboko. To tylko sen. Nie denerwuj się!
196
siłownia pruszków